Kiedyś napisałem cały tom haiku „Słowo Adeliny na każdy dzień”. Napisałem niejako przypadkiem, ponieważ pewnemu adeptowi sztuki poetyckiej, który nie kontrolował smętnego słowa i jego długaśne wiersze ociekały beznadzieją życia bez ciebie i beznadzieją życia w ogóle, i w ogóle beznadzieją beznadziei, aż od czytania samemu chwytało się za krawat i szukało sporej gałęzi, zaproponowałem, by zdyscyplinował wylew nastrojów ponurych krótką kompozycją poetycką – najlepiej japońskim haiku.
– Haiku? A co to takiego? –
Wytłumaczyłem, że to siedemnastowieczna forma literacka rodem z Japonii, która składa się z trzech wersów o zróżnicowanej liczbie zgłosek: 5+7+5. Ponieważ nie miałem na podorędziu oryginalnych przykładów, naprędce sam wymyśliłem kilka haiku.
Nie wiem, czy ów poetyzujący człek skorzystał z rady i okiełznał wylew wierszowanych uczuć, niemniej uruchomił się we mnie jakiś mechanizm twórczy, dzięki któremu nic jeno haiku za haiku pichciłem. Wena dopadała mnie na spacerze i przy porannej herbacie. Dłubałem haiku w kolejce do dentysty i gdym zażywał rozkoszy w wannie. I tak niby w ciągu arytmetycznym, w którym ktoś usunął przecinki, powstało 369 utworów opatrzonych tytułem: „Słowo Adeliny na każdy dzień”.
Po wydaniu zbiorku nigdy nie odczuwałem ani tęsknoty za tą formą poetycką, ani potrzeby tworzenia nowych haiku. Po prostu coś się wypaliło i tyle. Można rzec, że w kwestii haiku stałem się już emerytem.
Raz tylko wróciły mi emocje, gdym przeczytał książeczkę Ryszarda Krynickiego „Haiku. Haiku mistrzów”. Ogarnęła mnie wściekłość, że znany poeta – ten, do którego pisał sam Herbert – czerpie z moich osiągnięć literackich i słowem o tym nie wspomni (opisałem sprawę na blogu w tekście: „Thomas Stearns Eliot, Ryszard Krynicki i mistrzowie haiku”). Ale… gniew nie wykrzesał ze mnie żadnego nowego haiku. Furia skończyła się sążnistym potępieniem egoistycznego poety na blogu.
Niedawno, zupełnie przypadkowo, na portalu aktualne konkursy.pl natrafiłem na ogólnopolski konkurs Polskiego Stowarzyszenia Haiku. W pierwszej chwili zdębiałem, bo nie wierzyłem, że takie stowarzyszenie w ogóle istnieje! A po ochłonięciu, w jakimś dziwnym transie, w ciągu piętnastu minut napisałem trzy haiku i posłałem na konkurs… Nie wiem, co z tego wyniknie – najpewniej nic, bo zawsze przegrywam – ale uśpione w główce od trzynastu lat haiku się odezwało i postanowiłem w tej formie wypowiedzieć się o… Bydgoszczy.


 

1.

 

Jest miasto nad Brdą –

Bydgoszcz spowita w zieleń

I zalotny śmiech

2.

 

Spichrze chwiejne na wodzie

Błysk lamp na fali –

Spacer nadbrzeżem

 3.

 

Z woli królewskiej

Gród mój płynie Brdą

Aż do rogatek Wisły

 

4.

 

Dźwięk jest zielony

Jak park pełen rzeźb –

Tym kwitnie filharmonia

 

5.

 

Fontanną wśród drzew

Biblijny potop –

Taka jest otchłań miejska

6.

 

Trzy Gracje nad Brdą –

Spiż w ciężkich sukniach

Dojrzały troską o byt

 

7.

 

Panna z łukiem i naga

Secesja i park

To sen? Nie – Bydgoszcz

8.

 

O mej Bydgoszczy –

Poezja jak głaz

I haiku nie drgnie słowem