Tegoroczna zima nie była uciążliwa, ale zgodnie z przewidywaniami Janusza nie zapowiedziała rychłego nadejścia wiosny. Niby mrozu nie było, ale temperatura niska, wciąż przelotne opady i nieustanne wiatry. Nic więc dziwnego, że dopiero 25 kwietnia 2015 roku wybraliśmy się na pierwszą wycieczkę rowerową.
Nie planowaliśmy jechać daleko: wiedzieliśmy, że po jesienno-zimowej przerwie nasza kondycja jest nieszczególna. Stąd pomysł, by zawitać do Gościeradza, pobliskiej wioski, w której ostatnie lata spędził malarz Leon Wyczółkowski.

Leon Wyczółkowski (1852-1936) wybitny polski malarz i grafik, uczeń Wojciecha Gersona w Warszawie, Aleksandra Wagnera w Monachium oraz Jana Matejki w Krakowie. We Lwowie zaprzyjaźnił się z Adamem Chmielowskim (późniejszym św. Bratem Albertem).

Autoportret Leona Wyczółkowskiego i kilka jego prac

Początkowo wykonuje kompozycje historyczne i romantyczne, a po zapoznaniu się z impresjonizmem w Paryżu zaczyna w tej technice malować pejzaże, obrazki obyczajowe oraz sceny z życia wsi. Oprócz tego tworzy mnóstwo portretów. Po 1910 roku zajmuje się głównie grafiką: eksperymentuje i poszukuje nowych technik. Do jego najsłynniejszych obrazów zalicza się: „Rybacy brodzący”, „Rybak z siecią”, „Orka na Ukrainie”, „Kopanie buraków”.

Dużo podróżuje po kraju i zagranicy: Włochy, Hiszpania, Holandia, Anglia, Szkocja. W latach 1895-1911 był profesorem akademicki w Krakowie, w 1934 roku wykłada grafikę w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Mieszka w Krakowie i Poznaniu, a pod koniec życia osiada w Gościeradzu. Często bywa w Bydgoszczy i w Borach Tucholskich, gdzie urzekają go cisy w Wierzchlesie.

Umiera w Warszawie, lecz zgodnie z ostatnią wolą zostaje pochowany na nieodległym od Gościeradza cmentarzu we Wtelnie.

 

Naszą podróż do Gościeradza za sugestią Stasia uzupełniliśmy o wizytę na cmentarzu we Wtelnie. To tylko dwa kilometry od dworku Wyczółkowskiego, więc warto było odwiedzić grób malarza.

Zdjęcia z naszej wycieczki wykonałem w sepii, ponieważ zapomniałem zmienić filtr w aparacie i zanim się zorientowałem, kilka fotek zdążyłem już pstryknąć. Myślę jednak, że przy mizerniutkich przejawach wiosennego ożywienia owego sobotniego poranka nie stanowi to jakiegoś mankamentu.

Witek, Stasio, Janusz i ja spotykamy się tradycyjnie w pobliżu kościoła pw. św. Antoniego.

Wyjeżdżamy z Bydgoszczy. Prowadzi nas niezawodny przewodnik, czyli Witek .

W ekspresowym tempie mijamy ulubione przez Witka Szczutki.

Dom na rozstaju.

Wiejskie dukty jak za czasów Wyczółkowskiego.

W Nowej Rudzie całkiem staro…

…ale i nowocześnie!

Mieszkańcy Nowej Rudy też korzystają z pierwszych oznak wiosny.

We Wtelnie witają nas wiosennymi porządkami…

…ale Witek preferuje to, co zaniedbane…

Przed nami barokowy kościół pw. św. Michała Archanioła we Wtelnie.

Na miejscu okazuje się, że nie jesteśmy jedynymi turystami na rowerach.

Kościół we Wtelnie powstał w latach 1785-1787. W roku 1863 wybudowano neobarokową wieżę. Witek macha pamiątkowe fotki.

Wnętrze świątyni zachowało swój historyczny wystrój. Aktualnie trwają tu prace konserwatorskie.

Stasio i Janusz znajdują tablicę poświęconą wielkiemu malarzowi.

Modernistyczny nagrobek Leona Wyczółkowskiego nie robi na mnie dobrego wrażenia: jest zbyt klocowaty. Kojarzy mi się z monumentalizmem w guście Alberta Speera oraz Adolfa Hitlera.

Witek i Janusz kierują się na Gościeradz.

Do dworku Leona Wyczółkowskiego trzeba skręcić w piaszczystą drogę za wotywną figurą.

Gdyby od czasu do czasu nie pojawiały się samochody, na piaszczystych wybojach czulibyśmy się jak przeniesieni w XIX wiek.

Jesteśmy u celu…

…jednak okazuje się, że dworek jest w rękach prywatnych i służy właścicielom wyłącznie do mieszkania. O tym, że artysta-malarz żył w Gościeradzu, przypomina tylko wmurowana w ścianę tablica pamiątkowa.

Wprawdzie dworku wielkiego Leona nie mogliśmy podziwiać, bo jest w prywatnych rękach, ale mogliśmy podziwiać prywatną wiarę. Prywatna wiara jest lepsza od powszechnej, bo wiadomo: moje jest mojsze – zwłaszcza za solidnym płotem.

Żegna nas przyjaźnie nastawiony pies sąsiadów…

…oraz melancholijny pejzaż, jakby żywcem wyjęty ze szkiców i grafik wielkiego Leona…

 

THE END

…ale nie całkiem! Gdyż skuszeni niewielką odległością, skoczyliśmy jeszcze do Koronowa na pierwsze tej wiosny lody.