W dziejach Bydgoszczy dwie osobowości architektoniczne silnie zaciążyły na wizerunku miasta. Jedną z nich był Józef Święcicki (1859-1913) twórca ponad sześćdziesięciu kamienic w stylu dość umownie określanym jako secesyjny, a w którym obok ornamentyki typowej dla tego stylu można znaleźć elementy wzięte z renesansu – zwłaszcza francuskiego – i z baroku. To jego realizacjom na ulicy Gdańskiej, Śniadeckich, Pomorskiej, Cieszkowskiego czy Dworcowej nasze miasto zawdzięcza swą bogatą, acz z mieszczańska konserwatywną secesyjność.
Po dziesięcioleciach lekceważenia secesja znów fascynuje, a starannie restaurowane budynki ujawniają zamożne piękno grodu nad Brdą, którego nikt z przyjezdnych by się nie spodziewał po naszym mieście i którego nikt by tutaj nie szukał. Dla wielu stwierdzenie, że zatopiona w zieleni Bydgoszcz jest jednym z najpiękniejszych miast w Polsce, to herezja, wręcz szok. Polacy bowiem piękno kojarzą z wielowiekowymi zabytkami – stare znaczy piękne, a chociaż brzydkie i niezdarne, ale piękne, bo stare – a takich w Bydgoszczy na lekarstwo. Stąd ta powszechna niewiedza. I stąd piękno Bydgoszczy jest dla przyjemności życia bydgoszczan, a nie na pokaz, tylko dla turystów.
Józef Święcicki po latach zapomnienia doczekał się wreszcie oficjalnego uznania: jego imieniem nazwano czerwony wiadukt na drodze wylotowej do Gdańska.
Drugą postacią ze świata architektury, która wpłynęła na estetykę Bydgoszczy, był Jan Kossowski (1898-1958). Dorobek jego był znacznie skromniejszy niż Józefa Święcickiego – gdyż zrealizował około trzydziestu budynków w Śródmieściu – lecz niemniej fascynujący. Jest on dzieckiem zupełnie innej epoki – raz określanej jako art déco, raz – jako funkcjonalizm.
Biografia mało znanego Jana Kossowskiego zasługuje na obszerną książkę lub nawet na film, gdyż nie brakuje w niej majątku szlacheckiego na Ukrainie, walki o niepodległość Polski, udziału w wojnie polsko-bolszewickiej, miłości do bydgoszczanki i ożenku, rozpaczliwej obrony Rzeczpospolitej w 1939 roku, powojennych inicjatyw, co do wzniesienia nowego teatru, odbudowy Bazyliki czy projektu powstania filharmonii. Nie brakuje w niej również piękna architektonicznego, którego stał się twórcą…

Wzorcowa realizacja Jana Kossowskiego – willa L. Stojowskiego, al. Ossolińskich nr 5 (1935r.)

 

O pięknie miasta nie decydują atrakcje turystyczne – tych nigdy nie brak we wszelkich popularnych grajdołkach, gdzie biznes proponuje masowy odpoczynek – lecz piękno, którym sami dla siebie otaczają się mieszkańcy. Czasem to piękno wyrasta z pychy – bo jest w nim chęć pochwalenia się bogactwem przed innymi – ale na ogół chodzi o własną przyjemność, chodzi po prostu o wygodę i piękno życia. Do takiej kategorii piękna należą w Bydgoszczy domy w trójkącie ulic Kopernika-Asnyka-Ossolińskich, które zostały wybudowane w latach trzydziestych XX wieku, w stylu art déco.
Art déco w architekturze to z jednej strony nowa dekoracyjność – śmiała, intelektualna, powściągliwa – a z drugiej – jej całkowite odrzucenie. Niemniej zawsze wychodząca naprzeciw potrzebom mieszkańców.
Oto przykłady.

Al. Ossolińskich przedzielona aleją drzew (ostatnio sadzi się w niej dęby zasłużonych) to dwa światy architektoniczne: ten po prawej wywodzi się z pruskiego neogotyku, zaś ten po lewej (widoczny na zdjęciu) jest z dwudziestolecia międzywojennego, czyli nasze art déco.

 

Domy z al. Ossolińskich.

 

Wspaniały rytm brył z ulicy Kopernika…

 

…i z ul. Asnyka

 

Przykłady innych budynków w art déco.

 

Willa lekarza S. Gaszyńskiego przy u. Asnyka 6…

 

…którą stawiał Jan Kossowski (1934r.). W niej chciałbym zamieszkać.

 

Mała niespodzianka: budynek na zdjęciu to nie obiekt z międzywojnia, lecz współczesne nawiązanie do stylu, by ulica Kopernika nie straciła nic ze swej architektonicznej harmonii. To również nasza dzisiejsza tęsknota za dawną elegancją…