Wykonałem niegdyś w celach ucieszno-merkantylnych tryptyk graficzny poświęcony kulturze etnicznej Azji, Ameryki oraz Afryki. Jedną z ilustracji zatytułowałem „Ethno 03 – skacząca woda kacyka”. Do głowy mi nie przyszło, że owa skacząca woda na wirtualnej bieli ekranu wykonana czernią programu CorelDRAW będzie miała swój odpowiednik w rzeczywistości. A jednak tak się stało. W zeszłym roku bowiem fachowcy od wodociągów zakasali rękawy i basenik przed naszą Filharmonią Pomorską – szumnie zwany fontanną – odgrodzili prowizorycznym płotem i poddali gruntownemu remontowi. Niespecjalnie informowali, co zamierzają zrobić, a pracowali długo – wiele miesięcy. Nikt się tym też niespecjalnie interesował, zwłaszcza że zza blaszanego płotu niewiele było widać. Ale w końcu przyszedł kres wszelkich prac, płot rozebrano i ludność Bydgoszczy ujrzała całkiem przyjemne, granitowe rozlewisko z tryskającą wodą. Woda skakała raz wyżej, raz niżej, raz okręgiem raz łukiem, raz rzędem, raz wieloma strugami, raz pojedynczymi. Po prostu ciekawie i… jakby w myśl mojego obrazka.

Ale czy odnowienie wodnej przestrzeni wymagało aż tylu miesięcy pracy? A może pracowano ślamazarnie, więcej czasu przeznaczając na pochłanianie piwa w najbliższym sklepiku? Otóż nie. Specjaliści od wody i rur w kwestii fontanny nie wypowiedzieli swego ostatniego słowa. Przygotowali bydgoszczanom filharmoniczną niespodziankę: wieczorną muzykę na wodzie, czyli widowisko typu światło i dźwięk, w którym obok skaczącej wody istotną rolę odgrywa muzyka klasyczna i zmieniające się kolory w pluskającej choreografii. Wieczorne widowisko natychmiast przyciągnęło rzesze entuzjastów.

Fontannę przed budynkiem filharmonii oddano do użytku bez rozgłosu, u progu wakacji, mniej więcej w tym samym czasie, co legendarny, zrekonstruowany w Parku Kazimierza Wielkiego „Potop”. Na „Potop” autorstwa profesora Ferdinanda Lepcke’go, zniszczony przez hitlerowców, Bydgoszcz czekała od zakończenia II wojny światowej. Stąd wielka feta w mieście. I tu rozczarowanie: piękno fontanny – tragicznych figur z brązu w ostatniej walce o życie – zostało zniszczone przez brak wyobraźni odpowiedzialnych za całokształt wodotrysku. Niecka fontanny z czerwonego piaskowca została wymalowana niebieską farbą, przez co „Potop” kojarzy się z basenem, a postaci, na które pada niebieski poblask, nabrały trupich kolorów. Poza tym z wody ordynarnie wystają dysze do puszczania strug wody, zaś te strugi niczym z wężów strażackich z wielką siłą biją w twarze wyrzeźbionych ludzi. Dzieło Lepcke’go jest oświetlone, ale brak tu pięknych, wielobarwnych świateł, które wieczorem z wyrzeźbionej walki z wodnym żywiołem uczynią prawdziwy spektakl. Tak jedna z najpiękniejszych fontann w Polsce (a może nawet najpiękniejsza) została zeszpecona niewłaściwą, pozbawioną wyobraźni aranżacją. Niestety, nie brak u nas ludzi bez polotu. Szkoda tylko, że to oni w swej tępej arogancji decydują o kształcie naszego miasta: Most Uniwersytecki bez chodników dla pieszych, ścieżki rowerowe albo w dziwacznych zakrętasach, albo prowadzące donikąd, niezgoda na mego „Łabędzia” w wodach przed Wyspą Młyńską, nieprzemyślane zwężenie ulicy Mostowej kaprysem architektonicznym cukiernika Sowy, brzydkie, wodne szpryce z niebieskiego baseniku wycelowane w figury „Potopu”

A może należałoby pozwolić fachowcom z wodociągów, by na kilka miesięcy ogrodzili biblijny „Potop” i solidnie, w przemyślany sposób i bez hałaśliwej reklamy nadali fontannie powab kolorowej, tańczącej wody sprzed Filharmonii Pomorskiej?