wp_shadowZima niby żadna, ale wiosna też niespecjalnie nadchodzi. Stąd zamiast wielkich wypraw rowerowych, Janusz, Stasio i ja zdecydowaliśmy się na mały rekonesans w zamierzchłą krainę Państwowych Gospodarstw Rolnych, czyli Pegeerów.
Otóż w czasach kwitnącej doktryny marksistowsko-leninowskiej, gdzie dużo było czerwieni pod wzniosłe słowa na plakatach, a mało kiełbasy na stole, w Wojnowie, pod egidą Pegeeru, dobrem wszelakim słynął dwór gastronomiczny…
I tam właśnie rowery nas powiodły.

Janusz, Stasio i ja – po raz pierwszy w tym roku i w tym składzie spotykamy się na rowerach. Miejsce zbiórki – tradycyjne: skrzyżowanie Siedleckiej z Nad Torem, w cieniu Kościoła p.w. św. Antoniego z Padwy.

Janusz i Stasio na ścieżce rowerowej do Koronowa – ścieżce, która liczy sobie zaledwie dwa lata i która na trwałe wpisała się w żywot miłośników dwóch kółek.

Archaiczne zabudowania we Wtelnie…

…i kościół przy którym, na niewielkim cmentarzu, spoczywa Leon Wyczółkowski.

Słynne wteleńskie sady – jeszcze w uśpieniu.

Brak liści na drzewach sprawił, że dostrzegamy ukryty wśród drzew dworek w Mochle.

Dwór w Mochle prezentuje się całkiem okazale. Jednak wbrew naszym pierwszym skojarzeniom nie stanowi klejnot rodowy błękitnokrwistych o korzeniach sięgających prawieków. To lokum mimo pięknych kształtów i niemniej pięknego wtopienia w naturę jest jak zwykła kamienica, gdyż jest zaludnione przez kilka niearystoktratycznych rodzin.

Dokonujemy oględzin miejsca i raczymy się pierwszym łykiem mineralnym.

Naszym marzeniem o posiadaniu żegnamy się z dworkiem.

Wojnowo wita nas romantyczną mgiełką.

Dojeżdżamy do dworu…

…który jest ruiną…

…a ruina ta…

…nie sięga prawieków…

…dwór bowiem w celach konsumpcyjnych dla okolicznej ludności z inicjatywy Państwowych Gospodarstw Rolnych (a więc osławionego PGR-u) powstał w latach dojrzałego Gierka (Edward Gierek, 1913-2001, towarzysz-komunista, czyli zarządca państwa zwanego Peerelem w latach 70-tych ubiegłego stulecia).

Spotykamy Sentymentalnego Emeryta, który co niedzielę z głupawym cocker spanielem pielgrzymuje do ruin i który z łezką w oku wspomina swoje wesele w wojnowskim dworze. Musi bardzo kochać żonę, skoro śladami dawnego szczęścia podąża. Wygląda na zadowolonego z życia, zatem w ruletce damsko-męskiej nie trafiła mu się pyskata zołza.
Od Sentymentalnego Emeryta dowiadujemy się, że obiekt PGR-u w ramach masy upadłościowej za bezcen wykupił jakiś polnisch byzznesmen z Germanii. Byzznesmen myślał, że wystarczy wykupić i interes sam będzie się kręcił, Niestety, nie kręcił się. Strzelił więc plajtę i nazad pognał do Reichu. Ponoć próbował majątek sprzedać, ale chętnych nie było. Miejscowi poczuli żer, więc rozkradli opuszczony dwór. Teraz to tylko Gierkowski relikt.

Na dziedzińcu podziwiamy prehistorycznego grilla w stylu wczesnych krasnoludów lub późnych hobbitów. Grill nie uratował dworku.

Jak w baśni na oględziny ex pegeerowskiego zabudowania pojawili się dwaj młodzi w amerykańskim krążowniku szos. Może chcą wykupić interes?

Janusz i Stasio nie przepuszczają okazji: w końcu Buick Riviera nie jest specjalnością polskich dróg.

Żegnamy się dworkiem-widmo w Wojnowie, po cichu licząc, że nie są to jego ostatnie dni.