wp_shadowMajowa aura niespecjalnie sprzyjała rowerzystom. Stąd ciężko było nam się zebrać w gromadę, by ruszyć w plener. Na dodatek każdy miał jakieś ważne, wiosenne zajęcia – w moim przypadku był to remont pokoju z całkowitym jego przemeblowaniem, co bardzo mocno absorbowało mój czas i poważnie nadwyrężyło kieszeń. Ale w końcu się udało: skrzyknęliśmy się do jazdy na ubogą Krajnę, do Byszewa, które od około 1250 roku jest miejscem kultu maryjnego.

Wycieczkę prowadził oczywiście Witek – niestrudzony miłośnik dwóch kółek i pożeracz wszelkich ścieżek rowerowych. Na swej pracowitej, czarno-żółtej Pszczółce był rozważny Stasio, dla którego jazda do Byszewa to zaledwie trening przed uczynieniem z Bożego Ciała Bożego Koła, gdyż tego dnia w ambitnym postanowieniu przemierzył ponad 200 km między Bydgoszczą, Toruniem, Starogrodem i Bydgoszczą. Na Błękitnym Xięciu stawił się niezawodny Janusz, a ponadto dołączył do nas Bartas. Z Bartkiem jeździliśmy już, lecz przez rok z przyczyn zawodowych i zdrowotnych musiał rowerowo pauzować.

 

Na miejsce spotkania jako pierwsza stawiła się Monika. Ucieszyliśmy się, że w wojażowaniu będzie nam towarzyszyć, ale dziewczyna wpadła tylko na chwilkę, tylko, żeby po długiej, zimowej przerwie przywitać się z nami, ponieważ właśnie spieszyła na egzamin praktyczny z ratownictwa. Byliśmy spokojni o jej umiejętności, w końcu takiej dziewczynie żadne usta-usta niestraszne. I rzeczywiście, Monika egzamin zdała celująco.

Witamy się nawzajem i… żegnamy Monikę.

Wyruszamy klasycznie, bo ścieżką rowerową do Koronowa.

Bartasa po roku niejeżdżenia wszystko zadziwia nowością. Janusz służy mu pomocą.

Smukalska „Leśna Chata” z pokracznie wypiętrzonym szyldem „KEBAB” chce uchodzić za Las Vegas, co ma tyle wspólnego z mekką hazardu, ile gonitwa pustych taczek z wyścigiem formuły 1.

Dojazd do Tryszczyna. Tryszczyn niewielki, droga też niespecjalnie ważna, a jednak jakoś tak po europejsku. Z kulturą…

…za to reklamiarstwo dzikie, barbarzyńskie, godne najgorszych slumsów. W Rzeczpospolitej Reklamowej jedynie kwitnący bez przynosi ukojenie.

Wtelno nas kusi świeżymi truskawkami, lecz po męsku opieramy się pokusom czerwonych, pachnących słodkości.

Jak okiem sięgnąć odblaskową żółcią pręży się rzepak…

i rzepak. Jaskrawa żółć w prawie deszczowym pejzażu cieszy oko, natomiast zapach drażni. Kojarzy mi się z jakąś maszynownią, w której powietrze tak tłuste, że brakuje tchu.

Witoldowo – wieś ani bogata, ani biedna, ale dumna nową kaplicą.

Wieś bez retuszu…

…i taki też przystanek.

Dojeżdżamy do Salna.

Silosy to najpotężniejsza inwestycja w Salnie.

Wreszcie Byszewo…

Posilamy się przed zwiedzaniem wsi.

W miejscowym sklepie pogodzono się z faktem, że „Piwo na wynos” to piwo wypijane przed sklepem.

Kościół w Byszewie. Kościołów w Byszewie było całkiem sporo. Pierwszy był z drewna i został spalony przez Krzyżaków w 1283 roku. Następny – już kamienny – wznoszono mozolnie od XIV wieku, by ostatecznie konsekrować go w 1523 roku. I on w wyniku pożarów uległ zniszczeniu. W latach 1610-1663 wybudowano kolejny – w stylu barokowym. Świątynia pod wezwaniem Świętej Trójcy chyba nie do końca zadowoliła księży i parafian, bo w II połowie XVIII wieku gruntownie przebudowano ją i dopiero w tej postaci dotrwała do naszych czasów.

Wnętrze kościoła to barok z subtelnymi poprawkami rokoka.

Brama wejściowa z dzwonnicą.

Bacznie rozglądam się po okolicy…

… i widzę, że otoczenie wspaniałego zabytku wcale nie jest budujące…

…a ludzie żyją z dala od luksusu.

Inne, niepocztówkowe ujęcie świątyni.

Zejście nad jezioro.

Jezioro w Byszewie jest szczególne, gdyż nad nim został zlokalizowany cmentarz. Stanowiska dla wędkarzy i łodzie świadczą, że mieszkańcy korzystają ze zbiornika. Ja jednak chyba nie chciałbym kąpać się w nim ani czerpać wody.

„Frasobliwy” przy jeziorze i cmentarzu może jest dowodem zatroskania o ewentualne skażenie wody?

Witek w niewielkiej (jednoosobowej?) wiacie na przystanku. Czy rozmiary owej wiaty to dowód niechęci byszewian do podróżowania czy też dowód na istnienie mobilnych krasnali? Z tym pytaniem w myślach rozstajemy się z Byszewem.