Pisał o niej Platon w „Timaiosie” (23-25) i „Kritiasie” (113-126), że była za Słupami Heraklesa, że zapadła się w głąb Oceanu w ciągu jednej doby. Była wyspą jego idealizmu. A ten idealizm urzekł ludzkość i dlatego od tysiącleci stał się nośnikiem powszechnej tęsknoty oraz poszukiwań. Raz po raz ogłaszano odnalezienie Atlantydy i potem je odwoływano. Aż samo poszukiwanie stało się mitem.
Dziś każdy szuka własnej Atlantydy, każdy szuka na własny sposób. Moim stała się pamięć przeszłości niezaistniałej, przeszłości wyobrażonej, którą w szczątkowy sposób ujawnia fotografia.

~:~

Irenka

Z WĘDRÓWKI NIEUSTANNEJ

Irence Misztal-Krawczyk

Uwięziony w strofach Homera
Dobrowolny banita jaskrawej codzienności
Odyseuszem się jawię w żegludze przez czas:

Atlantydy szukam –
Pamięć nieistniejącego
Atlantydy
Co siłą pragnienia wyjdzie poza czas

Pamiętam żem zrodzony w cegły pruskim drylu
Który okrzepł w drewno i dachówki spad
Pamiętam że na długo
Nim werblem i armatą
Keiser Wilhelm do tańca zwołał cały świat

Dni liczyłem szczurami w okopach nad Marną
Stemplem na znaczku zwiedzałem afrykański busz
Aż na betonowych schodach na warszawskim Żoliborzu
Siedemnastoletnią
Ujrzałem ciebie w zgiełku rówieśnic:

Ujrzałem na skrawku fotografii –
Tak starej że w połowie naddartej
Tak starej że w kolorach już tylko czarno-białej

Zamknięta uśmiechem w marzeniu o chłopcu
Nauzykaą byłaś Irenko
Nauzykaą
Która oczu nie podniosła
Gdym spoza czasu
Był tułaczem u wiślanej strugi

Nie wprowadziłaś mnie w gościnę Feaków
Nie dopłynąłem do Itaki
Nie osiadłem

Marmurowy anioł – znak cmentarnej secesji
Urodą podobny koleżance szkolnej –
Zwiastował mi odmowę
Skrzydłem
Na fantazji położył cień

Dlatego już nie płynę
Już tylko dryfuję
Lecz cel pozostał ten sam:

Obrazem oglądanym
Obrazem zasłyszanym
Wymysłem na obrzeżach smutku

Okruchem wydarzenia
Pragnieniem spełnienia
I słowem w emocjach bezsennym

Teraz i zawsze wykuwam klucz
Którym otworzę czas i ciebie otworzę dawną
Otworzę Atlantydę

zwiastun

 

~:~

W wyniku takich a nie innych myśli o życiu oraz takich a nie innych doświadczeń życiowych, moja Atlantyda – bardziej niż Atlantydą – byłaby pełną goryczy ucieczką od Atlantydy, byłaby morderczą wędrówką przez ludzi, niepokój zamysłów i czas, mierzoną heksametrem Homera i niespełnieniem, byłaby próbą dojścia do siebie, do swej starczej twarzy – w brzydocie męskiej bezkompromisowości tak bardzo pogardzanej tudzież ignorowanej przez kobiety, byłaby świadectwem nieszczęścia heroicznego, nieszczęścia uniesionego w mit.

~:~

Miejscem narodzin wyobrażonych jest zawsze słońce Itaki – w bursztynie czerni i bieli na kartach albumu jak owad zamknięte wspomnienie. Sztywny mundurek z obijającym się o plecy tornistrem, garść ptasiego jazgotu nad głową, czerwona cegła ujęta w karby czarnych belek i zapach obiadu na schodach...

zakątek ulicy Przemysłowej w Bydgoszczy

pałac w Ostromecku

Służba w pałacu to nauka chłodu – stawanie się przedmiotem na niedbały ruch dzwonka. Świat się zamyka kolorem liberii, słowem pochylonym nisko, dźwiękiem serwisu do umycia. Architektura hierarchii jest jasna i nie znosi żywiołu, jaki niosą ze sobą marzenia i z jakim pragną wyrwać się w nieznany świat…

 

Fontanna w żywiole roślinnym parku – zastygły w brązie pod strugami dramatyzm walki ludzi i zwierząt o grunt pod nogami i o suchy dech – przestrzega przed łatwą wiarą w trwałość tego świata. Mówi: „Vanitas vanitatum” – nic trwałego, na czym można się oprzeć, więc opieraj się na własnej samotności. I z taką przestrogą należy iść przed siebie.

bydgoska fontanna „Potop”

drzewa

Idąc na rozstaje świata, porzucić trzeba przyjaciół najbliższych – drzewa, które znały płacz po przegranej bójce, którym szeptało się imię dziewczynki o warkoczu jak smagnięcie pejcza, w których koronach w przedwieczornej porze – otulony mgłą – uśmiechem trupa czyhał król Elfów z ballady Goethego…

Woda dzieciństwa już tylko myśli obmywa w słonecznym skwarze przypomnienia. Tu, gdzie pirackim brygiem czyhało się na hiszpańską armadę, gdzie w krach imaginowanych i górach lodowych bieguna północnego szukało się drogi na ciepłe wody południa, gdzie z harpunem czujnym pisało się pieśń wielorybników oraz głębokim haustem sięgało pereł, co na dnie piaszczystym, akwen ciszy po zabawach beztroskich, po braterstwie krwi przyjaciół na wagarach, po całusach syrenki modrookiej, drżącej gęsią skórką, lecz roześmianej piegami i wiernej do grobowej deski.

widok Brdyujścia

~:~

lacrimosa

Zmęczenie nóg i zmęczenie marzeń. A w oczach lęk przed pobłądzeniem. Niby Erynie, gdy niepewność drogi, u ramion wędrowca zwątpienie i smutek.

dolorosa

~:~

Wędrówki nigdy się nie pamięta. Jest tylko przejściem z miejsca do miejsca: strzępek rozmowy, dźwięk koła na bruku, szum liści na wietrze, zgiełk ptaków miłosny, promień, co w oczy wchodzi jak kosmyk włosów niesforny…

wspomnienie z drogi

…a jednak zawsze wraca się do drogi. Szuka się przeczuć w uciążliwej jeździe: śmiech przydrożnej dziewczyny, drwina w spojrzeniu woźnicy, znak krzyża staruszki siedzącej przed domem, dzwon jednostajny na Anioł Pański lub na wiejski pogrzeb.

Potem jest wejście do miasta, w którym na rzecz pieniądza rytm ziemi się porzuca – przyjmuje się hierarchię starego i nowego, hierarchię biedy i bogactwa, myśli się skrywa, a twarz układa w maskę szczerości i zadowolenia.

zaułek nadbrzeżny w Bydgoszczy

Nowoczesność wrasta w zysk, który wartościuje wszystko, a zysk wrasta w duszę i wypiera pamięć dni szczęśliwych – zależnych od uśmiechu, spojrzenia i słowa, a wolnych od pieniądza.

dachy Starego Portu z widokiem na nowoczesność

zabudowa szpitala uniwersyteckiego w Bydgoszczy

A jednak, gdy się odżegnać od pędu ku sytości, gdy twarz nieco unieść znad talerza, nowoczesność otwiera się zmysłowym pięknem…

Opera Nova

Most Krzysztofa Klenczona

…z którego powrót w świat przeszłości pielęgnowany wspomnieniem jest harmonią.

Dlatego, gdy dla jednych wędrówka jest pochwałą spotkania innego – często nowego, często wyśnionego…

Danusia – szeptanie z Meduzą

wspomnienie znad rzeki

…dla innych jest powrotem w świat własnej tożsamości.

~:~

A kiedy przyjdzie otępienie spłowiałą barwą wspomnień, kiedy codzienność okrzepnie obojętnością i w zmarszczkach odłoży się na twarzy, znów zadra niepokoju dotknie serca jak prędkolotne przeznaczenie, któremu wola bogini wyznaczyła cel.

łuczniczka

I znów popycha coś do drogi – z życia nakazuje zbiec, jakby więziło kratą. Gościniec prowadzi długim cieniem Don Kichota i krótkim Sancho Pansy, bezsennością morza w tułaczce Holendra, ukrytym blaskiem Graala, stronnicą pieśni Dantego. Zaś Atlantyda mimo zatopienia wciąż pustynnym mirażem…

~:~

Trudna jest wędrówka przez miejsca,

Trudniejsza – przez ludzi i czas.

Ale ze wszystkich ta najtrudniejsza

Jest wędrówką przez własną twarz.

~:~

autoportret życzliwy

autoportret zamyślony

autoportret stanowczy

autoportret gniewny