Wszyscy wiedzą, że 15 lipca 1410 roku odbyła się największa bitwa średniowiecza. Wszyscy wiedzą, że przegrał ją Zakon Krzyżacki. Ale reszta jest już wielką niewiadomą: bo nie wiadomo gdzie się odbyła i kto w niej wygrał? Dla ówczesnych zakonników i dzisiejszych Niemców była to bitwa pod Tannenbergiem. Dla Polaków, Litwinów, Białorusinów i Rosjan – pod Grunwaldem. I jak porażka jest sierotą, tak zwycięstwo ma wielu ojców. Rosjanie twierdzą, że bitwę wygrały pułki smoleńskie, a więc… Rosjanie. Litwini snują fantazje o Wielkim Księciu Witoldzie, czyli Vytautasie, który ani dudu po litewsku, tylko po białorusku szwargotał, co rusz kumał się z Krzyżakami i którego w skóry odziana armia za krzyk nowoczesności bojowej uważała drągi, topory i maczugi. My zaś wiemy, że to polskie rycerstwo ciężkozbrojną szlachtą zakończyło żywot wojsk zakonnych Ulricha von Jungingena.
Dobrze, że w tej przepychance do autorstwa zwycięstwa pod Grunwaldem nie stanęli bracia Czesi, bo przecież ich Jan Žižka z Trocnova też dzielnie stawał po stronie Jagiełły, oraz Tatarzy, których zagony dziarsko hasały po grunwaldzkich polach.
Jest jednak bitwa w owym pamiętnym 1410 roku, której zwycięstwa Polakom nikt nie może odebrać ani zakwestionować, albowiem naprzeciw armii zakonnej stanęły wyłącznie wojska polskie. Była to bitwa pod Koronowem.

 

Flaga i herb Koronowa

Rozegrała się 10 października 1410 roku w pobliżu wsi Wilcze. Po druzgoczącej klęsce pod Grunwaldem Zakon Krzyżacki szybko odbudowywał swą potęgę militarną. W ciągu zaledwie trzech miesięcy liczył już około 10 tysięcy zbrojnych (pod Grunwald ściągnęło około 27 tys. oraz 5 tys. czeladzi). Ogromną rolę w tym otrząsaniu się z klęski odgrywał energiczny wójt Nowej Marchii Michał Küchmeister von Sternberg (1370-1423), któremu udało się zebrać oddział 4 tysięcy ludzi (w tym 3 tys. zaciężnych ze Śląska i z Czech) i który już wkrótce miał zostać nowym Wielkim Mistrzem Zakonu Krzyżackiego.
W tym czasie wojsk polskich ubywało: nieudane oblężenie Malborka, prace w polu, wreszcie odjazd wojsk sprzymierzonych. Wszystko to sprzyjało Krzyżakom. Nic więc dziwnego, że ich oddziały pod wodzą wójta Nowej Marchii łatwo zdobyły Tucholę i obległy zamek. Michał Küchmeister planował szybkim marszem na południe opanować warowny klasztor cystersów w Koronowie. Zostawił część sił pod tucholskim zamkiem i wyruszył na Koronowo.
Król Jagiełło przeciw Krzyżakom mógł rzucić jedynie dwa tysiące zbrojnych pod dowództwem Sędziwoja z Ostroga (1375-1441) i Piotra Niedźwiedzkiego (zm. przed 1438). Polacy szczęśliwie zdążyli obsadzić Koronowo przed zjawieniem się armii Michała Küchmeistera.
Zaskoczeni obecnością polskiego wojska Krzyżacy wycofali się. Wtedy Polacy rzucili się w pościg. Ich konni łucznicy tak nękali najeźdźców, że ci musieli stanąć do bitwy

 

Michał Küchmeister na miejsce walki wybrał wzgórze znajdujące się między Buszkowem a Łąskiem, a leżące w odległości 7 km od Koronowa.

W szyku „pod płot” Krzyżacy czekali. Polacy ustawili się podobnie – pierwszą linię zajęli rycerze, drugą ich giermkowie – a chociaż o połowę mniej liczni i mieli pod górkę, nie ulękli się. Po sygnale do ataku raźno ruszyli się na wroga.

Zdzisław Walczak: Bitwa pod Koronowem

Bitwa nie była wielkim popisem strategicznym, lecz brutalnym starciem siłowym z wieloma pojedynkami. Starciem bardzo wyrównanym, bo mimo potężnych strat Krzyżaków nikomu nie dającym przewagi. Dwukrotnie ogłaszano przerwę. Dopiero w trzecim uderzeniu furia, kunszt i wytrzymałość Polaków przechyliła szalę zwycięstwa na ich stronę. Pomógł też szczęśliwy przypadek: Jan Naszon z Ostrowiec zdobył główną chorągiew nieprzyjaciela – tzw. gonfanon – której zwinięcie sygnalizowało odwrót. Wywołało to zamieszanie wśród Krzyżaków i w konsekwencji ich ucieczkę z pola walki.

Polscy jeźdźcy, jako lżej zbrojni, rozpoczęli pościg. Zdobyli łupy i jeńców, w tym wielu tzw. gości Zakonu Krzyżackiego.

Roman Puchowski: Bitwa pod Koronowem

Do niewoli dostał się również Michał Küchmeister von Sternberg naczelny wódz sił krzyżackich. Osadzono go na zamku w Chęcinach. Pobyt w niewoli dobrze zrobił przyszłemu Wielkiemu Mistrzowi, albowiem zrozumiał, że z Królestwem Polskim nie należy zadzierać i z wojownika stał się orędownikiem pokoju. Tak wielkim, że gdy Wielki Mistrz Henryk von Plauen straceńczo śnił o kolejnej wojnie z Polakami, uciął jego mrzonki odsunięciem go od władzy.

Bitwa pod Koronowem walnie przyczyniła się do podpisania w 1411 roku tzw. pierwszego Pokoju Toruńskiego, który mimo wojny głodowej w 1414 roku na pół wieku zapewnił Polsce odpoczynek od agresywnego sąsiada.

.

Inscenizacja październikowej Bitwy pod Koronowem odbyła się w porze dogodnej dla turystów, czyli 24 lipca 2016 roku. Niestety, nasze bractwo rowerowe się rozpadło. Jedni pozakładali rodziny, inni awanse w pracy musieli okupić nadgodzinami, jeszcze inni zbyt późno zaczęli sezon jazd na dwóch kółkach, więc z obawy, że odległość przekracza możliwości ich organizmu, nie zdecydowali się na uczestnictwo w odległej o prawie trzy dziesiątki kilometrów od Bydgoszczy inscenizacji. Szkoda, bo to piękne przeżycie. W ostateczności na boje naszych z Krzyżakami pojechaliśmy w trójkę: Janusz, Staś i ja.

 

Jak zwykle, gdy chodzi o wycieczkę na północ, spotykamy się u zbiegu ulicy Siedleckiej i Nad Torem.

 

Malownicza ścieżka rowerowa do Koronowa w leśnym ustroniu za Bydgoszczą i przed Tryszczynem wcale nie należy do tras spacerowych: pełno tu wzniesień i zakrętów.

 

Janusz na „Błękitnym Xięciu” i Stasio na pracowitej „Pszczółce” pomykają chyżo…

 

…zatem w szybkim tempie wpadają na efektowny wiadukt kolejki wąskotorowej w Koronowie.

 

W Koronowie mała niespodzianka: spotykamy Anię, z którą niegdyś jeździliśmy na wycieczki. Ania (na zdjęciu widoczna tylko jej różowa bluzeczka) z dwoma koleżankami wybrała się do Koronowa. Nie omieszkaliśmy zachęcić je do obejrzenia inscenizacji bitewnej.

 

Wjeżdżamy na teren zmagań polsko-krzyżackich…

 

…gdzie ścisk tak wielki, że z trudem znajdujemy wolne miejsce dla naszych rowerów.

 

W trakcie parkowania naszych rumaków, gdzieś mam się zawieruszyły dziewczyny. Stasio i Janusz ruszają na poszukiwanie.

 

W tłumie, gdzie głowa przy głowie…

 

…można wypatrzyć profesjonalnego sokolnika…

…weterana wojny secesyjnej…

…albo miłośniczkę pomarszczonych jak suszona śliwka psich brzydali.

Gdy Krzyżacy ustawiają się do boju, od historii…

…czasem ważniejsza jest matematyka i odwieczne 2+1

Rycerstwo zwiera szyki…

…a Januszowi trochę smutno, gdyż nasze rowerowe towarzyszki przepadły jak kamień w wodę.

Bitwa godna filmu…

…i dziejopisa na miarę Długosza.

Stasio i ja z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że nasi wygrali i żadna obca siła zwycięstwa nam nie odbierze!

Powrót z pola bitwy ze żniwnymi przygodami. Kilka kilometrów dalej fiknąłem kozła na rowerze i potrzaskałem aparat fotograficzny. Ale to już inna bajka…

THE END